bałkany
Bośnia i Hercegowina Czarnogóra moim zdaniem strona główna w podróży

Bałkany po raz pierwszy – Bośnia i Hercegowina + Czarnogóra

Bałkany po raz pierwszy – tak to czuję. W sumie 3 razy byliśmy w Rumunii, raz w Słowenii – ale te państwa raz są zaliczane do Bałkanów, innym razem niekoniecznie. Daaawno temu na Chorwacji i jeszcze przez 2 dni przy okazji w Serbii. Ale tym razem wybraliśmy się tak konkretnie na Bałkany – na całe 2 tygodnie i żeby poznać je choć trochę – na ile pozwoli czas. Oczywiście interesowały nas góry, ale nie tylko – bo też i inne ciekawe miejsca stworzone przez naturę i morze i lenistwo na plaży i co nieco starych zabytkowych miast.

Nasza trasa przez Bałkany – Bośnia i Hercegowina i Czarnogóra

Wyruszyliśmy z naszego podkarpacia – jak zwykle w piątek po południu, zaraz jak tylko Krzysiek wrócił z pacy, żeby nie tracić choćby jednej godziny. Początek trasy był nam już dobrze znany – przez Słowację, w której „uwielbiamy” liczne wioski i wioseczki i ograniczenia do 50 km/h, dalej Węgry, gdzie już wykupiliśmy winietę na autostradę, żeby jednak zaoszczędzić trochę czasu i gdzie nocowaliśmy niedaleko granicy w Udvarze. Kolejnego dnia szybko przejechaliśmy przez teren chorwacki – zaledwie 115 km, gdzie nie wjeżdżaliśmy na autostradę – nie kalkulowało się nam płacić za nią, bo oszczędność czasu była naprawdę niewielka.

Na początek zaplanowaliśmy Durmitor w Czarnogórze, dlatego przez Bośnię tylko przejechaliśmy – niestety z mało fajną przygodą – mandatem za przekroczenie prędkości. W terenie zabudowanym z ograniczeniem 40 km/h jechaliśmy chyba 65 km/h przez co nasz portfel uszczuplił się o 26 euro – według pana policjanta najniższy jaki mogliśmy dostać. Także uprzedzam – w Bośni policji jest sporo, bo też nie raz ich widzieliśmy. Granicę bośniacko-czarnogórską celowo przekroczyliśmy w Šćepan Polje – bardzo chciałam przejechać drogą – w Bośni nr M18, w Czarnogórze nr E762 wzdłuż kanionu rzek Driny i Pivy, oraz zaporę na Pivie – Mratinje Dam otoczoną wznoszącymi się aż do nieba ścianami skalnymi. Każdemu, kto wybiera się w Durmitor polecam tą trasę. Droga miejscami bywa w średnio dobrej kondycji, można spotkać krowy przechadzające się jej środkiem, ale przepiękne widoki rekompensują dziurawą nawierzchnię.

droga w bośni
droga na południu Bośni – w drodze do granicy z Czarnogórą

droga w Bośni

Scepan Polje
granica bośniacko-czarnogórska w Scepan Polje
kanion Pivy
most nad rzeką Pivą na drodze E762, w Czarnogórza, tuż za granicą w Scepan Polje
zapora Mratinje Dam
zapora Mratinje Dam
zapora Mratinje Dam
zapora Mratinje Dam
Jezioro Pivsko
Jezioro Pivsko
kanion Pivy
droga w kanionie Pivy

Nad Jeziorem Pivsko odbiliśmy z głównej drogi i skręciliśmy na szosę nr P14 prowadzącą do Durmitoru. Uprzedzam – krzyżówka nie jest typowa, bo droga prowadzi w tunel i w sumie w pierwszej chwili mieliśmy wątpliwość czy dobrze jedziemy. Na drodze P14 spędziliśmy kolejną noc, a kolejne 2 dni na szlakach Durmitoru – pierwszy zdobywając najwyższy szczyt Bobotov Kuk, drugiego dnia Prutas. Miały to być 4 dni, ale deszcz skorygował nasze plany – znaczy się mocno je skrócił.

Durmitor
pierwszy poranek w Durmitorze przy drodze P14
Durmitor - bobotov kuk
niesamowity Durmitor

W związku z deszczem, który mocno pokrzyżował nasze plany i żeby co nieco się wysuszyć jedną noc spędziliśmy w Żabljaku – największej miejscowości w Durmitorze. Jednak w związku z tym, że drogi P14 przejechaliśmy dość spory odcinek – do przełęczy spod której prowadzi szlak na Bobotov Kuk, postanowiliśmy przejechać  trochę dookoła, równie widokową a zdecydowanie mniej znaną trasą. Tzn odnośnie widoków, to niestety za dużo nie zobaczyliśmy, bo wszędzie wokół panowała mgła i jedynie momentami, gdy się rozwiała mogliśmy podziwiać krajobrazy nas otaczające, jednak jestem przekonana, że gdyby nie niesprzyjająca aura, przez cały czas padałyby tylko ochy i achy!

durmitor

wieś w durmitorze
jedna z kilku wsi jakie mijaliśmy
durmitor
przy pięknej pogodzie widok musi być powalający

durmitor durmitor

okrężna, widokowa droga z Todorov Do, skąd wychodziliśmy na Prutas do Żabljaka

Natomiast Żabljak nie wywołał w nas zachwytu. Ot, większa miejscowość, gdzie po dwóch dniach na odludziu spotkaliśmy cywilizację i gdzie mogliśmy zaopatrzyć się w świeże pieczywo.

Żabljak
jedna z głównych ulic Żabljaka

Dalej pojechaliśmy nad rzekę Tara, która tworzy kanion, który w najgłębszym miejscu sięga aż 1250 m. Najsłynniejszym miejscem jest na pewno most na Tarze – o ażurowej konstrukcji, wysokości ponad 150 m i długości 366 m, otoczony skałami robi naprawdę spore wrażenie i warto się tam zatrzymać, aby przespacerować się po nim i spojrzeć na wijącą się w dole rzekę. Wokół mostu – jak to bywa w turystycznych miejscach – sporo jest restauracji, budek z pamiątkami itp., natomiast na osoby lubiące adrenalinę czekają atrakcje – rafting i zipline’y – zjazdy na linach nad kanionem. To drugie mocno przykuło naszą uwagę – zwłaszcza Krzyśka, jednak nie mieliśmy wolnych 25 euro od osoby, żeby móc sobie na to pozwolić – wydaliśmy je na mandat 😉

most na Tarze
niesamowity most na Tarze

most na Tarze most na Tarze

Kolejnym naszym przystankiem – krótkim, ale jednak była Podgorica – stolica Czarnogóry. Spędziliśmy tam może 2 godz. i to nam wystarczyło. Nie jesteśmy zwolennikami zwiedzania miast (chyba, że są to stare miasta, z zabytkowymi, urokliwymi uliczkami), muzeów itp. dlatego Podgorica nie zwróciła jakoś szczególnie naszej uwagi. Jedyne co nas cieszyło, to ciepło – w końcu po wymarznięciu się w górach mogliśmy ubrać krótkie spodenki i cieszyć się ciepłem.

droga w czarnogórze
w drodze do Podgoricy – góry wszędzie dookoła 🙂
podgorica
widok na nocną Podgoricę

Jadąc ciągle w kierunku wybrzeża zahaczyliśmy jeszcze o Rijeka Crnojevića a także Cetynie i Park Narodowy Lovćen (o których opowiem w osobnych wpisach), by dalej już nacieszyć oczy nadmorskimi widokami i cudnymi, starymi nadmorskimi miastami i miasteczkami – Kotorem, Budvą i Ulcinj, a w okolicach tej ostatniej na 3 dni odciąć się od świata i oddać się błogiemu lenistwu na pięknej piaszczystej plaży, która dzięki temu, że były to już pierwsze dni października – należała praktycznie tylko do nas (o nadmorskiej części Czarnogóry – również opowiem w innym wpisie).

czarnogóra, wybrzeża adriatyku
w końcu ciepło i cudowne morze 🙂
czarnogóra, wybrzeże adriatyku
takie połączenia uwielbiam – góry i morze i do tego klimatyczne miejscowości!
czarnogóra, wybrzeże adriatyku
jeden z zachodów słońca podczas kilkudniowego lenistwa na plaży…

Po zakończonym plażowym nicnierobieniu, jadąc ciągle wzdłuż wybrzeża Adriatyku, wyskoczyliśmy na pół dnia do „unijnej” części Bałkanów – do Chorwacji, a dokładnie żeby zobaczyć perłę Adriatyku – jak nazywany jest Dubrownik. Tego dnia pożegnaliśmy Czarnogórę i cudowne, ciepłe, przepiękne wybrzeże Adriatyku, a powitaliśmy ponownie Bośnię i Hercegowinę, gdzie w pierwszej kolejności zwiedziliśmy Wodospad Kravica, Pocitelj i na pewno najsłynniejszy Mostar.

mostar
najbardziej znane miejsce w Bośni i Hercegowinie – stary most w Mostarze

Z Mostaru udaliśmy się w zdecydowanie bardziej odludne rejony Bośni, a dokładniej w góry leżące nieopodal Sarajewa – w pasmo Visocica i do wioski, która faktycznie znajduje się na przysłowiowym końcu świata – do Lukomiru.

pasmo Visocicy
na szlaku w Paśmie Visocicy

góry bośni i hercegowiny

I znowu pogoda, a raczej deszcz połączony z gradem pokrzyżował nam plany zdobycia jeszcze jednego szczytu, przez co zamiast jednej nocy, dwie spędziliśmy w Sarajewie, przy czym jedno popołudnie w pokoju – z kartami i deszczem mocno bębniącym o dachy.

Sarajewo
widok na Sarajewo wprost z naszego okna 😉

Sarajewo było naszym ostatnim punktem na mapie tego wyjazdu. Stamtąd czekała nas już tylko droga do domu – prawie tysiąc kilometrów i cały dzień spędzony w samochodzie.

Czarnogóra jak i Bośnia i Hercegowina bardzo do nas przemówiły swoim pięknem, różnorodnością i mnóstwem górskich krajobrazów, które mieliśmy przed oczami prawie każdego dnia. Czujemy ogromny niedosyt tamtych rejonów i wiemy, że jest jeszcze ogrom miejsc, które chcemy zobaczyć, więc myślę że wrócimy tam bardzo szybko.

 

PS. podaję link do google maps, gdzie zaznaczyłam tak mniej więcej naszą trasę – mniej więcej, bo niestety nie jestem w stanie zaznaczyć takiej ilości punktów jakbym chciała, a nasza trasa miejscami troszkę odbiegała od tego co na mapie. Jednak najważniejsze punkty – zaznaczone 😉

 


 

(Visited 2 640 times, 1 visits today)

7 Comment

  1. taka wolność uderza ze zdjęć, swawolne mycie zębów, gdzieś w szczerym polu, a raczej ukwieconej łące, most taki, że dech zapiera, wioski tak inne od naszych i plażowe nicnierobienie… ech i ach… pozytywnie zazdroszczę, zwłaszcza jak zerkam przez okno, na „cudowny” powrót zimy

  2. Dzień dobry,
    Przygotowuję do kolejnego wyjazdu do Bośni Czarnogóry w 2020 roku w czerwcu. W Bośni Czarnogórze byłem w 2010 i 2014 roku. Państwo byliście w 2018. Na drogach musiało coś się zmienić. W 2014 roku droga M18 od Foča do Šćepan Polje była w fatalnym stanie (połowa drogi była oberwana). Natomiast w Durmitorze droga: Trsa – Nedajno – Crna Gora – Žabljak dla samochodów NIE terenowych była praktycznie nieprzejezdna.
    Dlatego chciałem zapytać:
    1. Jaki był ostatni odcinek dogi M18 w Bośni do Šćepan Polje w 2018 r?
    2. Jaki był stan drogi Trsa – Žabljak, którą Państo jechaliście? Czy to był samochód terenowy? Ja mam toyotę corollę.
    W Trsa mieliśmy 2 noclegi i jechaliśmy drogą P14 Trsa – Žabljak. Wiem, że Trsa – Nedajno – Crna Gora – Žabljak jest bardziej widokowa.
    Z poważaniem
    Marek B

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *