Dolina Socy
miejsca Słowenia w podróży wąwozy wodospady

W Dolinie Socy – wodospad, wąwóz i szmaragdowa woda

Rzeka Soca jest zdecydowanie najpiękniejszą, najbardziej urokliwą rzeką Słowenii. Tak niesamowity, szmaragdowy kolor wody widziałam chyba tylko w Jeziorach Plitvickich w Chorwacji.

W Dolinie Socy znaleźć można niezliczoną ilość miejsc ciekawych, gdzie warto zatrzymać się choć na chwilę, lub wręcz spędzić w jej towarzystwie długie dni. Soca jest rzeką wymarzoną dla kajakarzy, a w jej okolicach znajduje się wiele tras pieszych i rowerowych. Wiele przydatnych informacji i map można zdobyć w punkcie informacji turystycznej w Bovecu.

My jednak mogliśmy przeznaczyć na jej poznanie bardzo niewiele – bo tylko jeden dzień. Na szczęście źródła rzeki, które mają formę wywierzyska zobaczyliśmy przy okazji naszej trasy samochodowej, o której możesz przeczytać tutaj.

Dzień w Dolinie Socy rozpoczęliśmy w Bovecu, gdzie tak w zasadzie nocowaliśmy na  kajakowym campingu Toni. Pierwszym naszym punktem przystankowym był Kobarid, gdzie znajduje się niesamowity most Napoleona, pod którym wiją się szmaragdowe wody rzeki Socy.

rzeka Socza most napoleona

rzeka Socza

Tutaj też zostawiliśmy samochód (nie na płatnym parkingu, a na poboczu drogi mając nadzieję, że po powrocie nie będzie na nim mandatu – i się udało 😉 ) i ruszyliśmy na ok 1,5 km spacer wzdłuż Soczy, a następnie potoku Kozjak do Wodospadu Kozjak.

Wodospad Kozjak

Z odnalezieniem drogi nie mieliśmy żadnych problemów, gdyż już przy moście znajdują się oznakowania. Kawałek za parkingiem skręciliśmy w lewo na polną drogę i mimo, że był to koniec września czułam się jakby to był środek lata. Najpierw ścieżka prowadziła między polami, następnie wzdłuż Soczy, aby ostatecznie zagłębić się w lesie i już idąc w górę potoku Kozjak doprowadzić nas do wodospadu, do którego dojść można drewnianą kładką doczepioną do skalnej ściany.

rzeka Socza

wodospad Kozjak

Wielkość wodospadu nie jest imponująca, przepływ wody również, ale usytuowanie pomiędzy skalnymi ścianami i oświetlenie jedynie przez wąski strumień światła wpadający przez szczelinę w stropie  czyni go niesamowicie malowniczym i jednocześnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji Doliny Socy. Mnie on zauroczył i w sumie Krzysiek trochę się nagadał zanim ruszyłam w drogę powrotną.

wodospad Kozjak

Na drogowskazie koło mostu znajdował się jeszcze jeden znak z napisem „syr” i kiedy Krzysiek go zobaczył, wiadome było, że już nie odpuści. Pojechaliśmy więc za nim do miejscowości Ladra gdzie w prywatnym domu kupiliśmy niesamowity, przepyszny długo dojrzewający ser. Jeśli będziecie w tych okolicach – bardzo polecam! Cudnie smakował popijany piwkiem na brzegu Soczy. Takie lenistwo, w takim otoczeniu to ja lubię 😉

rzeka Socza

Wąwóz Tolmin

Z Kobaridu pojechaliśmy dalej na południowy wschód do miejscowości Tolmin, aby tam przejść się Wąwozem Tolmin (Tolminska Korita), który znajduje się w północnej części miejscowości. Dojechaliśmy na parking pod samo wejście do wąwozu, zapłaciliśmy po 4 euro od osoby, miła pani w budce dała nam mapkę i wytłumaczyła którędy mamy iść, po czym ruszyliśmy. I znowu zobaczyliśmy niesamowicie szmaragdową wodę, tym razem potoku Tolminka, który wije się pomiędzy wysokimi, wąskimi ścianami skalnymi.

Wąwóz Tolmin

Cały spacer zajął nam ok 1,5 godz (zgodnie z tym, co powiedziała pani w budce). Ścieżka częściowo prowadziła przez las, częściowo drogą, co jakiś czas doprowadzając do ciekawych miejsc – a to do źródła termalnego (chociaż jak dla mnie 20 st. to nie jest temperatura termalna), a to do mostu diabła, albo głowy niedźwiedzia – skały zakleszczonej pomiędzy ścianami skalnymi.

Wąwóz Tolmin

Wąwóz Tolmin

Nas najbardziej zainteresowała jaskinia Dantego – mimo, że nie jest udostępniona do zwiedzania, nie była zakratowana. Ale oczywiście nie pomyśleliśmy żeby wziąć czołówki a wchodzenie bez światła mijało się z celem. I tego najbardziej nie mogliśmy przeżałować.

Wąwóz Tolmin

Wg mnie wąwóz fajny, warto go zobaczyć i polecam, ale jednak Wąwóz Vintgar koło Bledu zrobił na mnie większe wrażenie.

Zanim ruszyliśmy w dalszą drogę skusiliśmy się jeszcze na regionalny deser w karczmie Tolminska Korita – domači štruklji (kobariski struklji), czyli dwie pierożki (a raczej spore pierożyska) – jeden nadziewany orzechami, drugi serem z cynamonem. Fajne, pyszne, przy czym troszkę ciężkie i w sumie dla nas bardziej jako słodki obiad niż deser, bo naprawdę spore, ale naprawdę warto było spróbować i polecam.

Kanal

W drodze na wybrzeże, gdzie jechaliśmy poleniuchować już tak na 100% zatrzymaliśmy się jeszcze w miejscowości Kanal, która słynie z tego, że w sierpniu odbywają się w niej zawody w skokach do wody z 17 m mostu. Akurat, gdy my tam byliśmy kilka osób, skakało do wody. W sumie nie z mostu, ale i tak przeszedł mnie dreszcz na samą myśl o skokach do tak zimnej wody i to w chłodny wrześniowy wieczór.

Kanal, Socza

Kanal, Socza

W Dolinie Soczy pożegnaliśmy góry i pojechaliśmy na nizinne tereny Słowenii zagrzać się na wybrzeżu Adriatyku.


(Visited 505 times, 1 visits today)

2 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *