Alpy Julijskie na szlaku Słowenia w podróży

Kręta droga, malownicze jeziora i surowe szczyty Alp Julijskich – dzień 2

Noc na naszej trasie objazdowej po Alpach Julijskich spędziliśmy na campingu Kamp Spik w Kranjskiej Górze. I był to zdecydowanie najlepszy, najładniejszy, najbardziej zadbany camping na jakim nocowaliśmy. Ciut droższy od innych, ale naprawdę najlepiej utrzymany. No i też dodatkowo nie ma to jak wieczór spędzony w pięciu warstwach ubrań przy winku i kartach 🙂

Po śniadaniu z widokiem na szczyty Alp ruszyliśmy w tą ważniejszą część naszej trasy samochodowej – tą mocno pozawijaną i górską.

Jezioro Jasna

Po wyruszeniu z campingu bardzo szybko zatrzymaliśmy się po raz pierwszy – na krótko ale jakże pięknie – nad Jeziorem Jasna.

Malutkie, ale bardzo urokliwe. Z koziorożcem pilnującym jego brzegów. Miejsce na trasie turystycznej, a ciche i spokojne, gdzie usiedliśmy i patrzyliśmy na cuda przyrody wokół nas.

Alpy Julijskie, Jezioro Jasna

Kawałek dalej droga powoli zaczęła piąć się coraz mocniej w górę, zaczęły się serpentyny, a wokół krajobraz stawał się coraz bardziej wysokogórski i niesamowity.

Kręta droga w Alpach Julijskich

Alpy Julijskie

W pewnym momencie naszym oczom ukazał się wyniosły grzbiet Prisojnika i niesamowite Prisojnikowe Okno. Nawet z tak dużej odległości było bardzo dobrze widoczne.

alpy Julijskie, Pristojnik

Jeszcze kawałek jechaliśmy do góry cały czas zachwycając się otaczającymi górami, aż dojechaliśmy na najwyższy punkty trasy  – Przełęcz Vrsic.

Alpy Julijskie, Przełęcz Vrsic

Obowiązkowo rozsiedliśmy się na ławce z kawą w ręku i pytaniem co teraz – czy idziemy na jakiś szlak, a jak tak, to na który, bo w większość otaczały nas via ferraty, a z racji braku sprzętu do asekuracji i mojego lęku wysokości/przestrzeni woleliśmy sobie tym razem to odpuścić.

Slemenova Spica

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na krótki, łatwy szlak na Slemenovą Spicę (1909 m n.p.m.). Przewyższenie, jakie mieliśmy do pokonania, to ok 300 m, a więc naprawdę niewiele i wystarczyło nieco ponad godzinę, żeby znaleźć się na szczycie.

Początkowo szlak prowadził nas mocno do góry, ale to nie był jakiś szczególnym problemem. Bardziej upierdliwe były piargi, które miejscami osypywały się dość mocno. Z drugiej strony szlak otoczony był przez kosodrzewinę a z każdej strony otaczały nas piękne widoki, które towarzyszyły nam przez całą drogę aż na szczyt.

Alpy Julijskie

Alpy Julijskie

W niecałe pół godziny dotarliśmy do przełęczy z rozwidleniem – w jedną stronę na via ferratę prowadzącą na Małą Mojstrovkę, w drugą nasz szlak na Slemenovą Spicę – prosty, łatwy, przyjemny, prowadzący prawie po płaskim terenie. Dopiero pod koniec czekało nas jedno niewielkie podejście.

Alpy Julijskie, Mała Mojstrovka

Alpy Julijskie, na szlaku

Alpy Julijskie, na szlaku

Na szczycie rozsiedliśmy się podziwiając widoki i z mapą w ręku rozkminiając jakie szczyty nas otaczają.

Alpy Julijskie, Slemenova Spica, Jalovec

Alpy Julijskie, Slemenova Spica

Oprócz nas na szczycie była jeszcze jedna para – starsze małżeństwo rozmawiające po angielsku. W pewnym momencie mężczyzna zapytał nas skąd jesteśmy. Odpowiedzieliśmy, że  z polski, na co on zapytał gdzie to jest. No cóż, swoje pomyślałam, ale grzecznie zaczęłam tłumaczyć. W pewnym momencie mężczyzna roześmiał się i już po polsku stwierdził, że sobie z nas żartuje. Okazało się, że był Polakiem, który w wieku dwudziestu paru lat wyemigrował z polski do stanów i tam założył rodzinę. Jego żona jest Słowenką z Boveca i teraz na emeryturze jeżdżą po Europie i zwiedzają. Takie długie wakacje. Tak rewelacyjnie się nam rozmawiało, że nie wiadomo kiedy minęły chyba ze dwie godziny. Miałam wrażenie jakby to byli moi starzy znajomymi. Takie przypadkowe spotkania na szlaku nie raz potrafią mile zaskoczyć.

alpy Julijskie, Slemenova Spica

Alpy Julisjkie, Slemenova Spica

Do samochodu wróciliśmy tą samą trasą i ruszyliśmy drogą w kierunku Boveca. A wokół roztaczały się widoki, które nie dawały przejść obok siebie obojętnie. W dodatku słońce przedzierające się przez chmury tworzyło niepowtarzalną grę świateł.

Alpy Julijskie

Alpy Julijskie

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze jeden raz – zbaczając z drogi tuż za serpentynami, skręcając w  drogę w prawo dojechaliśmy do schroniska Koca pri izviru Soce, żeby zobaczyć źródła Soczy – jednej z najpiękniejszych rzek jakie widziałam.

Izvir Soca

Do źródła, które ma formę wywierzyska prowadzi szlak od samego schroniska, najpierw przez las, a potem po skałach ubezpieczonych klamrami i linami. Nie jest on trudny ani długi, bo przejście w jedną stronę zajmuje ok 15 min. Oczywiście jeżeli pójdzie się prawidłowo. Bo my standardowo musieliśmy sobie utrudnić życie i szukaliśmy ścieżki w lesie, przedzierając się przez chaszcze, zamiast przejść bezpośrednio obok schroniska.

Wywierzysko robi niesamowite wrażenie, jest naprawdę głębokie (sprawdzaliśmy wrzucając kamień) a jego kolor jest intensywnie niebieski (zdjęcie nie jest przekolorowane).

Źródła Soczy

Źródła Soczy

Chciałam dojść do wody żeby sprawdzić jej temperaturę, ale niestety nie było to możliwe – woda była zbyt głęboko a kamienie naprawdę śliskie.

W planach mieliśmy jeszcze zobaczyć Alpinum Juliana – niewielki, ale ponoć bardzo ładny ogród botaniczny, który mijaliśmy ciut dalej po drodze, ale ze względu na porę zrezygnowaliśmy. Pojechaliśmy prosto do Boveca, gdzie zatrzymaliśmy się na kajakowym campingu Toni. Nam się podobał, nie mogliśmy na nic narzekać, w dodatku był najtańszy ze wszystkich na jakich się zatrzymaliśmy, ale zgodnie stwierdziliśmy, że w środku sezonu, kiedy jest pełny, może być problem z sanitariatami, a raczej kolejkami, bo jak na tak duży obszar to jest ich zdecydowanie za mało.

Dzień zakończyliśmy dość szybko, bo kolejnego dnia wstawaliśmy dość wcześnie. Zaplanowaliśmy szlak na Mangart i wschód słońca na przełęczy pod Mangartem.


 

(Visited 1 115 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *