Mangart
Alpy Julijskie na szlaku Słowenia w podróży

Mangart 2679 m n.p.m. – wyżej jeszcze nie byłam

Po dniu co nieco leniwym, w większości samochodowym przyszła kolej na zdobycie 3 góry Alp Julijskich. Mangart 2679 m n.p.m. – wyżej jeszcze nie byłam, jeszcze nie miałam okazji stanąć na takiej wysokości.

Pobudkę zarządziłam sporo przed wschodem słońca, bo chciałam podziwiać wschód z przełęczy pod Mangartem. Plan niezły, gorzej z wykonaniem. Wstaliśmy oczywiście za późno, potem wszystko szybko pędem, bo jeszcze jakieś 40 min jazdy samochodem przed nami, a wschód nie będzie czekał. Na ostatnim odcinku drogi, gdzie zakręt gonił zakręt Krzysiek tak pędził, że wręcz bałam się otwierać oczy, żeby nie widzieć tych przepaści. Już wolałam odpuścić wschód, żeby w ogóle dojechać na górę, ale on się uparł. I jakimś cudem byliśmy w miarę na czas. Tylko co z tego, skoro było to kompletnie nieprzemyślane. Słońce owszem wschodziło, ale my go nie widzieliśmy bo byliśmy kompletnie nie z tej strony co trzeba. A wystarczyło popatrzeć na mapę i od razu wiedzielibyśmy, że ten pomysł nie ma w ogóle racji bytu. No ale cóż. Widok i tak był pięknym.

Mangart wschód słońca, alpy julijskie

Mangart wschód słońca, alpy julijskie

Mangart wschód słońca, alpy julijskie

Plusem tak wczesnej pory było też to, że na szlaku nie było tłumu, bo z racji łatwej dostępności jest on dość mocno oblegany. Zjedliśmy więc śniadanie na które nie było czasu koło namiotu – w samochodzie bo na zewnątrz tak wiało, że aż się wychodzić nie chciało – po czym niezbyt chętnie wychodząc na ten cholerny wiatr ruszyliśmy na szlak.

Mangart szlak
przed nami wyniosła kopuła Mangarta

Początkowo szliśmy trawiastym stokiem, później troszkę po gołych skałach, z łańcuchami i drabinkami, ale ogólnie lajcik. Ciągle się tylko zastanawiałam czy dobrze idziemy bo zdecydowanie nie chciałam pchać się na via ferratę (dla wyjaśnienia – żelazna droga z ubezpieczeniami, klamrami itp. na której uprząż jest konieczna – ponoć orla perć to pikuś). Po jakimś czasie – chyba mniej niż pół godz – doszliśmy do resztek drogowskazu kierującego w prawo na Mangart (szlak w lewo prowadził w dół do Włoch) a jeszcze kawałek wyżej szlak rozwidlał się po raz drugi – tym razem oznakowanie ciężkie do przeoczenia, bo na skałach czerwoną farbą wskazany kierunek w lewo na via ferratę Slovenska pot, oraz w prawo na drogę włoską, okrążającą Mangart i prowadzącą na szczyt od wschodu. I tą ostatnią wybraliśmy jako najłatwiejszy szlak. I jeśli to był najłatwiejszy to cieszę się, że nawet nie pomyślałam o innym podejściu. Przez sporą część szlak ubezpieczony był linami i wspinał się mocno do góry nad (przynajmniej dla mnie) mocną ekspozycją.

ubezpieczenia na Mangarcie
przy tych ubezpieczeniach jeszcze mi było wesoło

widok ze szlaku na Mangart

Widok robił ogromne wrażenie, to fakt, ale przy moim lęku przestrzeni i pomimo że jakimś cudem uwielbiam szlaki z łańcuchami nie był to łatwy orzech do zgryzienia. I dla Krzyśka też, bo ciągle tylko ode mnie słyszał, żeby się trzymał i nie wychylał i takie tam się czepianie. W pewnym momencie tak spanikowałam, że przywarłam do ściany, dostałam blokady i stwierdziłam, że dalej nie idę. Ani w jedną ani w drugą. To przynajmniej miałam na myśli podczas nieustającego słowotoku. Nie wyobrażałam sobie, że będę w stanie zejść i chyba helikopter będą musieli po mnie sprowadzić! I gdyby nie Krzysiek to nie wiem jakby było. Nie wiem jak on to robi, ale w takich momentach gdy dopada mnie panika potrafi tak mnie podejść że zapominam o strachu i idę dalej. I tym razem też mu się udało.  Powoli, kroczek za kroczkiem ruszyłam dalej i tylko z tyłu głowy zostało „a jak ja zejdę?”

ubezpieczenia na Mangarcie
ubezpieczenia prowadzące po co nieco „pochyłym” terenie

Na szczęście kawałek dalej szlak zaczął prowadzić już po łagodniejszym terenie, bez ubezpieczeń i tylko z jednej strony przepaść została ale jakoś tak bardziej lajtowo już było. I tylko nogi się pode mną ugięły, jak zobaczyłam chłopaka, który szedł za nami i w miejscu gdzie ja ledwo szłam kurczowo przyczepiona do liny, on praktycznie bez trzymania, szybko szedł przed siebie. No cóż. Kozica ze mnie żadna. Ale może tym bardziej miałam satysfakcję, że pokonałam sama siebie i przeszłam.

szlak na Mangart

szlak na Mangart
dla niektórych szlak bardzo lajtowy, na mnie przepaść robiła wrażenie
Lago di Fusine z Mangarta
jeziorka Lago di Fusine we Włoszech, nad którymi byliśmy 2 dni wcześniej

Czekało nas jeszcze jedno ostre podejście, prawie że pionowo do góry, tym razem już bez lin, a w spinaczce dość spore kamerdolce pomagały. Ostatni kawałek pokonaliśmy już bez problemów i po 2 godzinach stanęliśmy na szczycie Mangartu. 2679 m było pod nami 🙂

mangart szczyt
Mangart 2679 m n.p.m. – wyżej jeszcze nie byłam

Wokół nas tylko bezkres gór i niesamowitych widoków. Tak stałam i gapiłam się wokół i gdyby nie hulający mocny wiatr nic by mnie nie rozproszyło. Zeszliśmy więc ciut niżej co by się przed nim osłonić i jeszcze trochę popodziwiać te majestatyczne szczyty otaczające nas w około. Cudownie było wylegiwać się na słońcu mimo, że skały na tym Mangarcie twardawe i uwierające co nieco 😉

Mangart widok ze szczytu
leżing na szczycie z Triglavem w tle (pierwszy szczyt po lewej)
Mangart widok ze szczytu
i ja też na tym zdjęciu jestem 😉  a w dole przełęcz pod Mangartem – stamtąd przyszliśmy
Mangart widok ze szczytu
Wieszczki – mieszkańcy Alp Julijskich

Mangart widok ze szczytu

Mangart widok ze szczytu

Mangart widok ze szczytu

Kiedy zaczęliśmy schodzić, lęk przed linami i przepaścią gdzieś mi umknął i muszę przyznać że droga w dół minęła mi bardzo szybko i kompletnie bezproblemowo. Dopiero jak zeszłam na dół dotarło do mnie, że nawet nie wiem kiedy i jak minęłam miejsce, w którym w drodze do góry miałam napad paniki. I dobrze, bo przynajmniej po drodze mogłam dalej cieszyć się widokami i tym co mnie otacza a nie tylko myśleć, jak to zrobić żeby nie spaść.

W drodze do przełęczy mijało nas sporo osób, a parking na dole był pozastawiany samochodami. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że warto było zarwać nockę i mimo nieudanego wschodu tak wcześnie wejść na szlak.

przełęcz pod Mangartem
gdy schodziliśmy ze szczytu niebo i chmury aż się prosiły o zdjęcie
droga na Mangart
widok z przełęczy pod Mangartem

A zjeżdżając spowrotem do Boveca mogliśmy w końcu nacieszyć się widokami, na które nie zwracaliśmy uwagi pędząc na wschód słońca. Bo droga pełna tuneli i zakrętów robi niesamowite wrażenie i nie polecam jej kierowcom o słabych nerwach.

Mangart praktycznie

Mangart to idealna góra dla leniwców takich jak ja – prywatna droga (płatna ale nie wiem ile, bo jak wjeżdżaliśmy na górę nikogo jeszcze nie było, zjeżdżając widzieliśmy tylko pana pobierającego opłatę) prowadzi na przełęcz pod Mangartem na wysokość aż 2055 m n.p.m. a więc nie trzeba pokonywać 2000 m przewyższenia.

Z przełęczy prowadzą na nią dwa szlaki – via ferrata slovenska pot i zdecydowanie łatwiejsza droga włoska – tak jak opisałam powyżej. Wyczytałam, że zdobycie szczytą tą drugą nie jest problem w zasadzie dla każdego kto nie ma lęku przestrzeni. I z tym zgadzam się w 100%.

mangart-mapa

Nasz czas wejścia z przełęczy na szczyt to ok 2 godz. i to tempem raczej wolnym, więc da się sporo szybciej. Zejście trochę mniej. Nam całość razem z leżingiem na górze i ciągłym wyciąganiem aparatu zajęła ok 5 godz.

Dodatkowo na szczyt Mangarta można wejść z Włoch via ferratą – Ferrata Italiana. Na nią wejść można m.in. od włoskich Jezior Lago di Fusine, nad którymi byliśmy dwa dni wcześniej, a przeczytać o tym można tutaj.


(Visited 245 times, 1 visits today)

3 Comment

  1. droga dla leniwców ? hm… myślałam, że taka jest w Austrii na lodowiec, kiedy cała drogę można autem pokonać 🙂
    ale dla takich widoków jak Wasze wspinałabym się nawet te 2 h, tylko mój leżing trwałby nieco dłużej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *