wczesnowiosenne Pieniny
na szlaku Pieniny strona główna

Wczesnowiosenne Pieniny

Uwielbiam Pieniny. Plasują się one u mnie na podium –zaraz za ukochanymi Bieszczadami. Nic więc dziwnego, że po dłuższej przerwie, kiedy czas, a raczej jego brak w ogóle nie pozwalał wyjść na szlak wybrałam się w okolice Krościenka nad Dunajcem, żeby tam rozruszać trochę kości i podziwiać wczesnowiosenne Pieniny.

A wyjazd ten, niestety nie mógł obejść się bez przygód. Rozleniwieni, przyzwyczajeni do wygody własnego samochodu (który w tym momencie już od dłuższego czasu uziemiony był u mechanika) nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, że wydostanie się z naszego podkarpackiego zadupia bez własnego środka lokomocji jest tak ciężkie! Bo niby do Krościenka mamy zaledwie 160km, które standardowo pokonujemy w niecałe 3 godz, a okazało się, że jadąc busami/autobusami czy czymkolwiek innym musimy przesiadać się 4 razy a podróż zajmie 6 godz! Masakra!

Dużo czasu nie zajęło mi podjęcie decyzji – pora przypomnieć dawne czasy i jechać stopem. Trochę więcej czasu zajęło przekonanie Krzyśka, ale widząc moją desperacką potrzebę wyjścia w góry w końcu się udało. Trochę ta podróż zajęła nam czasu ale warto było bo dojechaliśmy w niecałe 5 godz., a więc szybciej niż autobusem, no i tez sporo zaoszczędziliśmy, bo wydaliśmy na podróż „aż” 10 zł! Jednak do Krosna woleliśmy pojechać autobusem bo o 6 rano ciężko byłoby cokolwiek zatrzymać, a w Krościenku byliśmy umówieni ze znajomymi o 11, więc musieliśmy zdążyć.

Na miejscu już, po krótkiej rozkmince zdecydowaliśmy się na w miarę lajtowy spacer – niebieskim szlakiem od Przełęczy Snozka, przez Czorsztyn i przełęcz Trzy Kopce chcieliśmy dotrzeć na Trzy Korony tak, żeby móc zobaczyć jak słońce zachodzi za Tatrami.

I pierwsze wyzwanie – jak dostać się na parking pod organami, skąd chcieliśmy ruszyć. I zaskoczenie – udało się nam złapać stopa i to w dodatku całą czwórką bez rozdzielania się i jeszcze zanim doszliśmy na przystanek skąd  tego stopa chcieliśmy łapać.

Zadowoleni, ruszyliśmy więc niebieskim szlakiem, bez pośpiechu, podziwiając widoki dookoła. Zima była już w odwrocie, w zasadzie już tylko miejscami leżały płaty śniegu i naprawdę w powietrzu było już czuć wiosnę! Droga mijała nam naprawdę szybko, bez jakiś przygód, więc zamiast opisywać, lepiej pokażą to zdjęcia.

Tatry z Przełęczy Snozka
pierwsze co zobaczyliśmy z Przełęczy Snozka – wyłaniające się, majestatyczne Tatry
Babia Góra z Pienin
wyłaniająca się w oddali Królowa Beskidów – Babia Góra
od Przełęczy Snozka do Czorsztyna
na niebieskim szlaku w kierunku Czorsztyna
wczesnowiosenne Pieniny
sielskie, wiosenne widoczki
Tatry nad Jeziorem Czorsztyńskim
Jezioro Czorsztyńskie i Tatry ciągle ściągające nasz wzrok
Przełęcz Snozka i Lubań
to co zostało za nami – Przełęcz Snozka i góra Wdżar oraz wieżą widokową na Lubaniu po prawej
Tatry z Pienin
i znowu Tatry – spod zamkniętej o tej porze roku bacówki kawałek za Czorsztynem
Trzy Korony
a przed nami puste jeszcze pastwiska i wyłaniające się w oddali Trzy Korony
Pienińskie widoki
puste pienińskie pola
w pienińskim lesie
w pienińskim lesie – po śniegu już śladu nie ma
na niebieskim szlaku w Pieninach
czasami jednak i śnieg się trafiał. widać gdzie pada cień 😉

Gdy doszliśmy do Przełęczy Szopka, skąd już tylko ostatnie, w sumie najostrzejsze podejście dzieliło nas od szczytu Trzech Koron, okazało się, że całe Tatry schowane są za chmurami, także nawet już nie wyjmowałam aparatu, bo po prostu nie było sensu. No ale skoro już tu byliśmy to ruszyliśmy dalej, żeby jednak na te Trzy Korony wejść. I to był najtrudniejszy odcinek i nie tyle ze względu na stromość, co przez dość mocne oblodzenie. Tutaj lód i śnieg nie chciały jeszcze odpuścić.

widok z Trzech Koron
na Trzech Koronach przed zachodem słońca – w dole Sromowce Niżne
zachód słońca z Trzech Koron
z Trzech Koron w ostatnich promieniach słońca

Kiedy stanęliśmy na punkcie widokowym, praktycznie całe Tatry schowane były za chmurami, a wiatr tak wiał, że dość szybko zawróciliśmy do przełęczy, skąd już żółtym szlakiem idąc dość szybko żeby jak największą część drogi przejść bez latarek, skierowaliśmy się w kierunku Krościenka. Oczywiście nie dało się całej drogi przejść w świetle dnia, ale przynajmniej dzięki temu mogłam jeszcze zrobić zdjęcie oświetlonego Krościenka.

Krościenko nad Dunajcem nocą
nocne Krościenko nad Dunajcem

Po powrocie na kwaterę mieliśmy jeszcze mocne postanowienie przegadania połowy nocy i jakiejś imprezy, ale po prysznicu i zjedzeniu czegoś ciepłego, skończyło się na jednym piwku po czym padliśmy wszyscy równo. No ale przynajmniej dzięki temu wstaliśmy o 3 w nocy i ruszyliśmy spowrotem na Trzy Korony z nadzieją że wschód bardziej nam dopisze niż zachód. Ale o tym napiszę za kilka dni.

Pieniny – od Przełęczy Snozka przez Trzy Korony do Krościenka praktycznie

Długość trasy – 14 km

przewyższenie – 510 m

czas przejścia wg mapy – 4 godz. 20 min

nasz czas przejścia – 5 godz. 20 min – powolnym, leniwym spacerkiem

trudność –łatwy, lekkie nachylenie, jedynie ostatni odcinek od Przełęczy Szopka do Trzech Koron jest stromy – 200 m przewyższenia na odległości 1 km

mapa dzięki stronie http://mapa-turystyczna.pl/


 

(Visited 82 times, 1 visits today)

4 Comment

  1. Co niedzielę od listopada do kwietnia wraz ze swoim piskiem spaceruję po hali Majerz ( tam gdzie bacówka), widoki zazwyczaj cudowne. Przy ładnej pogodzie na zachodzie widać Babia Górę. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *