wybrzeże słowenii, piran
miasta miejsca Słowenia strona główna w podróży wybrzeże

Wybrzeże Słowenii – czy warto?

Do Słowenii pojechaliśmy głownie zobaczyć Alpy Julijskie i pochodzić po tamtejszych szlakach, ale skoro i tak mieliśmy w planach Jaskinię Postojną, a do wybrzeża do nadłożenia zaledwie ok 60 km, to jak moglibyśmy nie skorzystać, żeby choć przez 1 dzień nie pouskuteczniać nicnierobienia i wygrzewania się na słońcu nad Adriatykiem? Jednak czy wybrzeże Słowenii jest fajne? Czy warto tam jechać?

 Cała Słowenia jest maleńka. Ciut większa od mojego podkarpacia. A więc wybrzeże nie może tu być ogromne. I nie jest. Ma niecałe 47 km, a trzeba wziąć pod uwagę że w tym są i zatoczki i półwyspy i inne zakrętasy, przez co w linii prostej wybrzeże ma coś ok. 20 km – tak gdzieś wyczytałam. Dla porównania nasza Mierzeja Helska ma 35 km długości. Czy więc warto tam jechać? Co można znaleźć na takim kawałeczku?

Wszystko zależy co kto szuka i czego oczekuje. Jeżeli wolisz poleniuchować na plaży i to nie wybetonowanej, a naturalnej, w ciszy, spokoju, bez tłumów, gwarnych knajpek i głośnej muzyki to wybrzeże Słowenii raczej Ci odpowiadać nie będzie. My właśnie do takich ludzi należymy i gdyby w naszych planach wystarczyło czasu na kilkudniowe nic nierobienie na plaży na pewno zdecydowalibyśmy się na przejechanie jeszcze dodatkowych km i przenieślibyśmy się gdzieś na wybrzeże chorwackie i szukanie zacisznego miejsca.

Z drugiej strony wybrzeże Słowenii zachęca do zwiedzania – Koper, Izola i oczywiści najbardziej popularny Piran, któremu i my się nie oparliśmy i poświęciliśmy kilka godzin naszego czasu.

Camping w Portoroz

Na nocleg trafiliśmy na camping Lucija w Portoroz, kilka km od Piranu. Dojechaliśmy już tam dość późno, więc w pierwszej kolejności poszukaliśmy wolnej parceli – co wcale nie było takie oczywiste, biorąc pod uwagę, że chcieliśmy być w miarę blisko i do łazienek i do brzegu. Zdziwiło nas, że tyle parceli jest zajętych, zwłaszcza, że były to ostatnie dni września, jednak jak się potem okazało były one wynajęte na stałe – ogrodzone, nieraz z postawionymi domkami. Znaleźliśmy miejsce, szybko rozbiliśmy namiot i ze słoweńskim winem poszliśmy na brzeg. Nie mogę powiedzieć, żeby mnie zachwycił, bo uwielbiam piasek – mięciutki, delikatny, a nie sztuczny, twardy beton. Już nawet wolałabym kamienie. Na szczęście w tym momencie ważniejszy był szum morza i odbijające się w wodzie światła przeciwległego brzegu – centrum Portoroz i mariny. Jak w ciągu dnia miejsce było średnio ładne, tak wieczorem naprawdę było przyjemnie. I było ciepło, co miało duże znaczenie zwłaszcza po tym, jak w górach nie raz porządnie wymarzliśmy po zachodzie słońca.

portoroz nocą portoroz nocą

Cały następny dzień spędziliśmy na plaży – fakt – betonowej i twardej, ale na lenistwo mieliśmy jeden dzień więc nie chciało nam się kombinować i szukać czegoś lepszego. I ważne że udało mi się też popływać. Super ciepło nie było ale wystarczająco żeby wejść do wody.

camping lucija portoroz
wybrzeże na campingu
camping lucija portoroz
z widokiem na centrum Portoroz
camping lucija portoroz
wschód słońca nad Portoroz

camping lucija portoroz

Do campingu mam mieszane uczucia – z jednej strony czysto, trawka przystrzyżona, camping naprawdę zadbany. Z drugiej nie chciałabym znaleźć się na tej pseudo plaży w szczycie sezonu, kiedy człowiek siedziałby na człowieku.

Piran

Kolejnego dnia po śniadaniu zebraliśmy się i ruszyliśmy dalej zobaczyć Piran i jego starówkę. Samochód zostawiliśmy na obrzeżach miasta na płatnym wielopoziomowym parkingu i skierowaliśmy się do centrum. Przechodząc koło murów miejskich nie mogliśmy nie skorzystać żeby zobaczyć starówkę z góry. Zapłaciliśmy po 2 euro od osoby, wdrapaliśmy  się po schodach do góry i zachwyciliśmy się tym co było przed nami – białe budynki, czerwone dachy a wszystko na tle wyjątkowo ciemnego, prawie granatowego morza. Widok naprawdę piękny i nawet dla niego samego warto się zatrzymać choćby na chwilkę.

piran panorama
widok na Piran z murów miejskich po prostu mnie zauroczył

widok na piran piran, mury miejskie

mury obronne piran

Po opuszczeniu murów zagłębiliśmy się  w uliczki starówki. Im większe zakamarki, tym większe robiły na mnie wrażenie. Wąskie, wybrukowane uliczki, kamienne schody, stare ławeczki pod oknami. Nawet odrapane mury dodawały im specyficznego uroku, a wywieszona pościel nadawała autentyczności. Takie miejsca uwielbiam i uwielbiam się w nich zagubić, nie zastanawiać się dokąd prowadzą, tylko iść przed siebie i chłonąć ich klimat. W dodatku tymi uliczkami prawie nikt nie przechodzi – byliśmy praktycznie sami co dodawało im jeszcze większego uroku.

piran stare miasto
urokliwe zaułki Piranu

piran stare miasto

Klucząc tak wąskimi przejściami dotarliśmy do wybrzeża, zdecydowanie bardziej turystycznego, gdzie wzdłuż morza poustawiane były stoliki z okolicznych knajpek. Kolejne miejsce które kusiło żeby usiąść i zjeść to, co najbardziej oczywiste w takim miejscu – owoce morza. A były przepyszne.

starówka w piranie
knajpki aż proszą żeby w nich zasiąść i coś zjeść

wybrzeże Piranu

Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po nabrzeżu, jednak czas gonił nieubłaganie i powoli musieliśmy się zbierać w dalszą drogę, a tego dnia czekała na nas jeszcze chyba najbardziej znana jaskinia Europy – Postojna.

stare miasto piran nabrzeże piran piran, wybrzeże słowenii

Piran, choć mocno turystyczny, naprawdę mnie zachwycił i z chęcią spędziłabym w nim więcej czasu, a jeszcze chętniej zostałabym tam na noc, żeby pospacerować po zmierzchu między oświetlonymi uliczkami i zasiąść z lampką wina nad wieczornym morzem.


 

(Visited 74 times, 1 visits today)

4 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *